O autorze
Praktyk biznesu z trzynastoma latami doświadczeń w międzynarodowych korporacjach. Coach, mentor, trener, wieloletni dyrektor sprzedaży i menedżer, uczeń Gerarda O'Donovana, ojciec, mistrz Wing Tsun Kung-fu, przedsiębiorca, niepoprawny zapaleniec i entuzjasta. Piszę o wszystkim tym, co może pomóc innym ludziom w realizacji ich celów, radzeniu sobie z problemami, osiąganiu marzeń. Zawsze do usług… kontakt@letmecoachu.pl

21. Przystanek Woodstock a przekonania i stereotypy

Przekonania i stereotypy – wszyscy je mamy, wszyscy je tworzymy lub przejmujemy od innych.

Mówiąc jak najprościej się da, stereotypy pozwalają naszym mózgom nie zwariować, bo upraszczają rzeczywistość. 34GB danych, co przekłada się na ok 100.000 słów. To tak, jakby przez 12 godzin ktoś mówił do nas bez najmniejszej przerwy. Taka ilość informacji trafia do naszych zmysłów i dalej przy pomocy neuronów do naszych głów. Każdego dnia. Jest ona tak ogromna, że mózg musi tworzyć procedury kategoryzujące, porządkujące czy upraszczające, żeby przerobić ten ogrom informacji i alarmować jedynie w sytuacjach w których wg niego ma to sens.



Nasze centrum dowodzenia, jakim jest mózg, kataloguje dane i analizuje informacje na bazie tego, co już wcześniej poznał lub usłyszał i tworzy związki przyczynowo skutkowe. „Pijak to złodziej, bo każdy złodziej, to pijak”, „Rudzi są fałszywi”, „Mężczyźni rozpoznają tylko 3 kolory (każdy wie jakie, więc nie będę dalej pisał)”, „Kobiety nie potrafią czytać map” itp., itd. Kiedy widzimy dobrze ubranego, przystojnego mężczyznę, od razu wiemy i to z całym przekonaniem, że na pewno gdzieś tam zaparkował swój drogi samochód, że skończył dobre studia (prawnik, lekarz, a może po MBA?) i że ma pięknie urządzony dom lub apartament…

Cała historia zbudowana w 0,1 sekundy. Jeden obraz, dźwięk, zapach, a my już WSZYSTKO wiemy. I to bez wątpienia… Stereotypy to fałszywe lub niedostatecznie zweryfikowane przekonania. Przekonania z kolei to pojęcia, które przyjmujemy za prawdziwe i wykorzystujemy w naszym życiu. To na nich tworzone są opinie o otaczającej nas rzeczywistości. Można podzielić je na wspierające i ograniczające. Jak sama nazwa wskazuje – wspierające będą nam pomagać, np. w realizacji celów bliższych i dalszych czy chronić nasze zdrowie bądź życie. Ograniczające nie przyniosą nam niczego dobrego, bo sprawiają nam same tylko kłopoty, blokują, nie pozwalają osiągać wymarzonych celów. Ba, często nawet zabraniają nawet marzyć.

Zarówno więc przekonania, jak i stereotypy mogą być nam pomocne. Niemniej jednak w moim odczuciu (i to również jest przekonanie) warto się im przeciwstawiać, a raczej sprawdzać, weryfikować, poddawać próbom i testom. W jakim celu ? Choćby po to, żeby mieć pewność i mieć swoje własne zdanie, wyrobioną osobiście opinię na dany temat. Zamiast opierać się na tym, co wieść gminna niesie, co znalazło się w naszej głowie przez przypadek albo też jako wiedza przekazywana przez pokolenia, a przyjmowana bez cenzury.

Od dłuższego czasu korzystam z wielu nadarzających się okazji, żeby działać właśnie w taki sposób. Zaczęło się to pamiętam 15 lat temu od rozmowy w biurze nt. wyjazdu do Tunezji. Znajoma w pracy z wielkim zaangażowaniem zapewniała, że Tunezja w maju, to najgorszy z możliwych pomysłów. Nie posłuchałem, pojechałem, zobaczyłem i… były to jedne z najlepszych wakacji pełnych przeżyć i niezapomnianych wspomnień. Od tamtej pory, rozpocząłem moją drogę z weryfikacją przekonań, stereotypów, opinii. Nauczyłem się na nowo zadawać pytania dlaczego. Jest to piękna i pomocna umiejętność, którą mamy jako dzieci, a potem ją zatracamy i w większości przypadków idziemy za tłumem. Bo tak wypada, bo tak trzeba, bo… nie wiadomo właściwie z jakich powodów – bo nasz mózg ma prościej, kiedy przebywa w swojej strefie komfortu.
Tym razem padło na Przystanek Woodstock. Jeszcze tydzień temu te dwa słowa budziły jedynie skojarzenia w stylu – brud, smród, narkotyki, pijaństwo, kołchoz, punki i heavy metal w wieku 25-. I było mi z tym całkiem dobrze. Prawdę powiedziawszy, w ogóle nie zawracałem sobie głowy tym tematem, bo kiedy pojawiał się na horyzoncie, był wrzucany do worka z napisem – nieważne, nieistotne, omijać z daleka, niech się upodlą jak tylko chcą, a mi nic do tego. Usłyszałem też jednak ostatnio inne opinie. Że jest świetnie, że przekrój społeczeństwa, że dobra zabawa, że jeżdżą tam różne instytucje i pomagają młodym ludziom. Postanowiłem więc moim sposobem wyrobić sobie zdanie na ten konkretny temat. Dobry jak każdy inny, który został wcześniej zaszufladkowany. Jak mówią - okazja czyni złodzieja (kolejny stereotyp) – była okazja, więc skorzystałem i znalazłem się na tegorocznym, 21. Przystanku Woodstock, organizowanym w mieście Kostrzyn nad Odrą.
Dostać się tam nie jest łatwo. Trzeba to przyznać. O ile ktoś nie jest z województwa lubuskiego bądź z Niemiec po drugiej stronie granicy, nie będzie miał blisko. Dodatkowo na kilka do kilkunastu kilometrów od miejsca wydarzenia stoją z każdej strony sznury samochodów. I tak miałem podobno szczęście, że jechałem tam wcześnie. Perypetie żeby znaleźć miejsce do parkowania zostały zakończone sukcesem. Pierwsze wrażenia i odczucia miałem mieszane – bo z jednej strony widziałem doskonałą organizację a z drugiej porozbijane gdzie się da namioty, czyli wcześniej zasłyszany „kołchoz”. Zagłębiłem się nieśmiało w ten gąszcz namiotów i ludzi zaczynając od wysłuchania wykładu dr Ireny Eris w namiocie ASP (Akademii Sztuk Przepięknych).

To, co tam zobaczyłem, to multum zasłuchanych i zainteresowanych ludzi, zadających mądre i przemyślane pytania, potrzebujących wsparcia, szukających mentora i przewodnictwa, ciekawych życia i głodnych wiedzy. Wszystkiego tego albo nie dostali gdzie indziej, albo nie chcieli przyjąć w innych warunkach i otoczeniu. Kolejne widoki – dziesiątki namiotów oferujących wiedzę i umiejętności – od warsztatów żywieniowych, fantomów do nauki ratowania życia i resuscytacji, technik wspinaczkowych, pomocy w stanach uzależnień, masażu i jogi, technik relaksacyjnych i wiele, wiele innych. A to był dopiero początek.

Schodząc w dół i przechadzając się główną „promenadą” pomiędzy sklepikami i kolejnymi namiotami mijałem szczęśliwych, życzliwych i uśmiechniętych ludzi. Wszyscy pozdrawiali się, przytulali, przybijali piątki, śpiewali, rozmawiali i tańczyli. Zobaczyłem cały przekrój wiekowy – od kilkunastoletniej młodzieży, przez 30, 40, 50-latków, aż po osoby w wieku moich dziadków. Jeden z nich żwawo kroczył między setkami tysięcy uczestników Przystanku z tablicą „Najstarszy na Woodstocku”. Młodzi ludzie zatrzymywali się koło niego, klepali po ramionach, pozdrawiali, przytulali, robili sobie z nim zdjęcia. Widziałem siedzących na krawężniku, wspartych na ramionach zakonnic ludzi, których być może pierwszy raz w życiu ktoś wysłuchał. Wysłuchał bez oceniania, bez moralitetów, z miłością i akceptacją dla drugiego człowieka na twarzy i w sercu. Mijałem osoby na wózkach inwalidzkich, o kulach, bez nóg i rąk i w pełni sprawnych. W glanach, adidasach, eleganckich, mokasynach, kozakach i o bosych stopach. W dresach, skórach, piżamach, koszulach, indyjskich ciuchach, habitach, wanzie (te były ewidentnie na topie w tym roku), nagich i w strojach zwierząt. Białych, żółtych, czarnych, beżowych. Polaków, Czechów, Niemców, Skandynawów, Rosjan, Hindusów… Jednym słowem – różnorodność.
Niesamowite zderzenie kultur i pozornych odmienności z jedną rzeczą – życzliwością. Jedną rzeczą, której NIE zobaczyłem na Przystanku Woodstock, była agresja. Myślę, że mógłbym pisać w nieskończoność jak wspaniała atmosfera panuje w tym miejscu. Zupełnie jakby znaleźć się w swoistej Arce Noego, gdzie każdy akceptuje innych, pozwala im być sobą, akceptuje ich w pełni i docenia za to, że są prawdziwi i że są sobą. Inna planeta. Inny wymiar… A do tego powtórzę – doskonała organizacja, masa atrakcji, świetne koncerty, 7 scen, wspólne bicie rekordów świata. Tak oto przepadło z kretesem przekonanie i stereotyp w mojej głowie. Bo że brudno i ciasno i kołchoz i narkotyki i alkohol – jak najbardziej. Nie da się jednak zrobić atmosfery ekskluzywnego centrum handlowego w miejscu, gdzie przez kilka dni żyje i funkcjonuje między 200 a 500 tys. ludzi (w zależności od roku). Ważne, że jest takie miejsce gdzie ludzie mogą odważyć się, żeby być sobą, żeby wyrazić siebie tak, jak chcą. Ludzie domagają się, żeby ktoś zwrócił na nich uwagę i tutaj to dostają. Brawo dla Was wszystkich uczestnicy 21. Przystanku Woodstock, brawo organizatorzy, brawo wolontariusze, brawo Jurek!

Warto łamać stereotypy które funkcjonują w naszych głowach i weryfikować przekonania. Ja zweryfikowałem kolejne, zamierzam tam wrócić w przyszłym roku i dołożyć swoją cegiełkę akceptacji i zrozumienia. Opowiedzieć o tym w czym się specjalizuję – o stawianiu i osiąganiu celów, o coachingu, o narzędziach, które mogą im pomóc, o tym jak zakładać własne firmy i jak się wyróżnić z tłumu.

Tymczasem kończę już, bo „…zaraz będzie ciemno!…”.
Trwa ładowanie komentarzy...